Przejdź do treści

Z archiwum Lektury Obowiązkowej Tekst z 2014 roku. Dziś napisałbym go inaczej. Może.

Poprawiłem tylko literówki

Podrabiając Clooney'a

Pierwszy odcinek serialu Od Zmierzchu do Świtu okazał się lepszy niż można było się tego na początku spodziewać. Miejmy nadzieję, że kolejne też takie będą.

Marcin Tomaszewski · · 3 min

Jednym z moich ulubionych filmów jest „Od Zmierzchu do Świtu”. Obejrzałem go jakieś sześć czy siedem razy i za każdym razem bawię się bardzo dobrze. Nigdy nie rozumiałem ludzi, którym ten film „nie leży”. To kwintesencja kina w stylu Rodrigueza. Klasa C lub momentami D z doborową obsadą i rewelacyjnymi tekstami. No i wampiry wybuchające jak balony napełnione mięsną papką. Był też tatuaż, który zawsze chciałem mieć i tym samym być jak Seth Gecko. Niestety na razie zostało mi tylko marzyć. Czekanie stało się słodsze z powodu serialu, który zadebiutował m.in. na Netflixie - tylko nie tym amerykańskim, a np. brytyjskim. Amerykański na razie musi obejść się smakiem, bo w USA o widza „Od Zmierzchu do Świtu” walczy dla stacji El Rey. Telewizja skierowana do latynoskiej mniejszości (?) jest pomysłem reżysera Roberta Rodrigueza. Jej oferta ma być bogata, a jedną z własnych produkcji jest właśnie serial oparty na podstawie filmu zrealizowanego przez Rodrigueza i Tarantino. Pomysł z początku wydawał mi się absurdalny. Szczególnie, gdy zobaczyłem pierwsze zwiastuny. Nie wlewały do mego serca za dużo dobrego, ale stwierdziłem, że skoro stoi za tym Rodriguez, to może nie będzie tak źle. Pierwszy odcinek za mną i… nie jest tak źle.

Zacznijmy od tego, że serial rozbuduje mitologię przedstawioną w filmach – niestety powstały kontynuacje, które najlepiej zakopać w piwnicy Titty Twister. Jednocześnie opowiada dokładnie taką historię, jaką znamy z filmu. Z tego powodu fani będą czuli się jak w domu. Jeszcze bardziej jak w domu poczują się, gdy zobaczą D. J. Crotonę, to zobaczą trochę inną wersję Clooney'a. Nie mam z tym wielkiego problemu, że ktoś stara się być takim Sethem jak oryginał. Problem w tym, że jak na razie Crotona nie stara się zagrać tego po swojemu, tylko za wszelką cenę stara się wypaść tak jak boski George. On nawet akcentuje głoski tak samo. Lepiej z tej pary wypada Zane Holtz jako Richie. Jego wersja psychopaty z przewidzeniami jest bardziej niepokojąca. Tarantino zaserwował więcej humoru i pastiszu. Holtz postawił na bardziej psychotyczne podejście, co bardzo mu się chwali. Na ekranie pojawia się też Don Johnson. Uwielbiam gościa od czasów Policjantów z Miami, a Nasha Bridgesa oglądałem jak tylko miałem okazję. Tu Don wciela się w rangera, który odlicza pogodne dni, jakie zostały mu do końca życia. Dodam tylko, że rangerem jest Earl McGraw, czyli postać, w którą trzy razy wcielał się Michael Park. Partneruje mu Jesse Garcia. Nic specjalnego. Ot świeżo upieczony ojciec i człowiek, który dużo postaci Dona zawdzięcza.

Pierwszy odcinek skupia się na wizycie braci w pewnym sklepie z alkoholem. Jak potoczą się wydarzenia w zasadzie już wiadomo. To czego nie wiadomo uzupełniane jest przez dialogi i sceny, jakich w filmie nie zobaczycie. No właśnie, dialogi. Trzymają poziom, ale mimo wszystko czegoś w nich brakuje. Pamiętne kwestie oczywiście pojawiają się jak trzeba i kiedy trzeba, ale skoro mówimy o rozwinięciu, to przydałoby się więcej magii Tarantino. Ta spływała na Rodrigueza rzadko na przykład w taki sposób:

Say anything else that sounds like a code, and you'll become a noun without a goddamn verb

Takich linijek potrzeba tam więcej. Na szczęście nie zrezygnowano z sugestywnie pokazanej przemocy, co zawsze było charakterystyczne dla produkcji Rodrigueza. Jest krwawo i jak możemy spokojnie przypuszczać będzie jeszcze bardziej krwawo, gdy bohaterowie dotrą do sławnego Titty Twister. Po seansie mogę napisać tyle, że najbardziej liczę na rozwinięcie wątku Azteckich obrzędów i kwestii halucynacji Richiego. Na szczęście dla nas nie dostaliśmy beznadziejnego odcinania kuponów, a coś, co zapowiada się całkiem dobrze. Zobaczymy, co z tego wyjdzie w całości, ale już teraz mogę napisać, że wolę takie wampiry od tych, które serwują nam w True Blood czy innych Pamiętnikach.

Powiązane

Co o tym myślisz?

Więcej do czytania