Jedyny łatwy dzień był wczoraj
Recenzja filmu Ocalony. Wojenny dramat Petera Berga opowiada o operacji Red Wings. Ocalony w kinach pojawił się 14 marca 2014. Sprawdźcie ocenę.
Nie nadaję się do wojska. Nie nadaję się na wojnę. Z tego powodu mam sporo szacunku dla tych, którzy decydują się wziąć karabin do ręki i związać swoje życie z walką. Walką ze sobą, z naturą i w końcu wrogiem. Być może przez to, że nie jestem dobrym materiałem na żołnierza pasjami oglądam filmy wojenne. Kiedy w miarę świadomie zacząłem wybierać to, co chcę obejrzeć postanowiłem, że nie przepuszczę żadnej produkcji z gatunku tych wojennych. I nie przepuściłem. Klasykę mam opanowaną. Nowe filmy też staram się sprawdzać, jeżeli tylko czas mi pozwala. Ten pozwolił mi na seans z „Ocalonym” Petera Berga. Reżyser całkiem udanych obrazów takich jak „Cop Land” czy „Zakładnik”, ale i tych zupełnie beznadziejnych jak „Battleship: Bitwa o Ziemię”, wrócił do tematów wojennych. Wrócił, bo na swoim koncie ma świetny film „W księżycową jasną noc”. Nakręcony w 1992 roku dramat to ekranizacja powieści Williama Whartona, która opowiada o spotkaniu zagubionych żołnierzy niemieckich i amerykańskich. Obejrzyjcie go, bo naprawdę warto.
Tym razem Berg sięgnął po historię bardziej współczesną. Opowiadającą losy operacji Red Wings w Afganistanie. Widz jest z żołnierzami od samego początku. Poznajemy ich, a później patrzymy, jak przebiega misja, która niestety przebiega zgodnie z prawami Murphy'ego. Mówiąc krótko jak coś ma się spieprzyć to na pewno się spieprzy. Gdyby umieszczać „Ocalonego” na jakiejś wojennej skali, to film Berga znajdzie się gdzieś w jej środku. Po pierwsze potrafi chwycić za jaja. Szczególnie w scenach walk w lesie i na skałach. Po drugie choć członkowie SEALs przedstawieni są jako twardzi faceci, to nie sportretowano ich jako bezmyślnych bohaterów. Krwawią, łamią się, płaczą i w końcu giną. Z drugiej strony czuć, że to mimo wszystko efektowna i momentami brutalna laurka dla tych, którzy polegli. Dla ich rodzin i dla widzów. Szczególnie tych z USA, którzy na pewno wychodząc z kina poczuli się lepiej oglądając bohaterstwo swoich rodaków.
Wiem, że jest sporo osób, które takich laurek nie lubią i przez to dyskredytują film z tego powodu, że stara się pokazać, że żołnierze mogą być dzielni. Dodatkowo jak czytam bzdury typu jak to możliwe, że stało się tak i tak. Jak to możliwe, że on przeżył upadek. Jak to możliwe, że Talibowie ich podeszli. Do tego opinie gości, którzy przyznają, że przeszli podstawowe szkolenie wojskowe i cytują zasady, jakie im wpojono, ale w życiu nie byli na misji i nie musieli decydować o czyimś życiu i śmierci, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Ja też nie byłem, ale mam dość oleju w głowie, aby pomyśleć, że w trakcie walki w terenie nic nie idzie tak jak się z początku planowało, a całe starcie to próba wprowadzenia „zarządzania chaosem”. Wystarczy, że porozmawiacie z ludźmi, którzy byli na misjach w Iraku czy w Afganistanie i brali udział w walkach. Wszystko zaczyna się nagle, a rzeczywistość ogarnia chaos. Uporządkowanie macie w Call of Duty. Prawdziwa wojna, to nie gra, ale widocznie łatwiej pisze się i wydaje sądy sprzed ekranu komputera.
Z tego powodu „Ocalony” sprawdza się jako przykład, jak bardzo nie tak może pójść misja. Przy okazji udowadnia też, że nawet pośród śmierci i pyłu mogą znaleźć się osoby, które prezentują sobą postawy o jakie trudno w czasach pokoju, a co dopiero w czasie wojny. Owszem Berg daje upust klasycznemu machaniu sztandarem z gwiazdami i paskami, ale przy okazji świetnie radzi sobie w scenach akcji. Praca kamery i wybrane ujęcia ze starć to coś pięknego. Michał Walkiewicz z FilmWebu napisał w swojej recenzji, że:
Pokazuje bitwę jak tornado, które porywa bohaterów i raz po raz rzuca ich w nowe miejsce.
Nie sposób się z nim nie zgodzić. Niektórych z Was będzie mierziło to, że ten film to hołd, dlatego ostrzegam, że obejrzycie go do końca tylko w momencie, gdy to zaakceptujecie. W innym wypadku darujcie sobie, bo „Ocalony” choć trzyma poziom, to daleko mu do arcydzieł wojennej kinematografii.
© Foto: Universal Pictures
- Kim są Strażnicy Galaktyki