Najlepsza ekranizacja komiksu? Spawn!
Spawn Animated Series to jedna z najlepszych, jeżeli nie najlepsza ekranizacja komiksu. Serial jest mroczny i świetnie oddaje klimat znany oryginału.
Trwa boom na ekranizacje komiksów. Wszyscy łykamy jak pelikany kolejne filmy, które poza kilkoma wyjątkami trzaskane są według jednego schematu, a całość jest jak filmy Bay'a – wybuchowa, ale kompletnie bez sensu. Gdzieś ucieka klimat opowieści znanych z komiksów. Bohaterowie Marvela zmienieni zostali w pracowników fabryki i niestety zaczynam dostrzegać zmęczenie wśród przodowników pracy. Niesieni sukcesem serii o Iron Manie – a tak naprawdę pierwszej części, która była dobra – porwali się na kolejne projekty, ale przy okazji zaczęli rozmieniać się na drobne. Ten stan rzeczy może zostać zmieniony przez jedyną ekranizację na jaką naprawdę czekam w tym roku. Guardians of the Galaxy - możecie ich poznać bliżej - mają szansę wyskoczyć ze schematów. O ile pozostaną wierni oryginałowi. W innym wypadku mogą skończyć jak np. Thor: Mroczny Świat, w którym cały mrok to był zwiastun, a film przypomniał bezsensowną młóckę, z której niewiele pamiętam. Ja jednak nie o tym. Spotkaliśmy się tutaj, aby poznać jegomościa ze zdjęcia tytułowego.
Ten pieprzony rok 1997
Spawn jest dowodem na to, że w tym samym roku na ten sam temat może powstać coś, co jest jak owrzodziały wyrzut sumienia i coś, co powinno się zobaczyć. To pierwsze to nic innego jak aktorska ekranizacja komiksu Todda McFarlane'a. Można ją opisać jednym słowem, które kojarzy mi się z Grecją. Tragedia. Druga to już zupełnie inna liga. Na antenie HBO zadebiutował serial, który spokojnie może pojawić się w pierwszej trójce najlepszych ekranizacji komiksów w historii. Trzy sezony animowanej esencji klimatu znanego z komiksu, który pierwszy raz na rynku pojawił się w 1992 roku.
Serial podzielony jest na trzy sezony, każdy po 6 odcinków, a te trwają po ok. 30 minut. W rolę spalonego Ala Simmonsa wcielił się Keith David i biorąc pod uwagę głos Davida był to strzał w dziesiątkę. Zresztą cała obsada wybrana na potrzeby serialu mieści się gdzieś między 8 a 9 na 10. Jednak to nie ona decyduje o tym, że Spawn: Animated Series daje radę. Prawdziwą siłą tej produkcji jest fakt, że czerpie wszystko, co najlepsze z pierwszych zeszytów Spawna. Tych najbardziej mrocznych, które nie przypominają jeszcze honduraskiej telenoweli z dubbingiem. O co konkretnie chodzi?
- Przemoc – dosadna, sceny są naprawdę mocne, dla niektórych oglądających animacje nawet zbyt mocne. Fani japońskich mang i anime powinni być w domu. Bardzo ważna kwestia, przemoc w serialu nie jest bezsensowna. To znaczy, że ma swoje uzasadnienie, a dodatkowo nikt nią nie epatuje bez potrzeby.
- Seks – tak, są cycki.
- Kreska – animacja jest świetna. Nie ma tu nietrafionych rzeczy, co cieszy i jest zrozumiałe, bo nad całością czuwał sam ojciec Spawna.
- Mrok – historia Spawna to tylko pozornie historia walki między dobrem i złem w skali globalnej. Najważniejsze na początku jest to, co rozgrywa się w wewnątrz głównego bohatera. To tak naprawdę on toczy batalię, która później będzie miała wpływ na cały świat. Ciężki klimat, ciemność, szaleństwo i ogólne poczucie beznadziei towarzyszą widzowi od początku do końca.
Dorzucam do tego jeszcze jedną rzecz, która z komiksem nie ma nic wspólnego:
- Shirley Walker – kto? Pytanie jest zasadne, bo nie ma zbyt wielu kobiet, które komponują muzykę do filmów czy seriali. Jednym z wyjątków jest nieżyjąca już Walker. Miała na koncie kilka świetnych projektów. Oprócz Spawna pracowała na przykład przy innym legendarnym już serialu na podstawie komiksu. Batman: The Animated Series. Zresztą posłuchajcie:
W Spawnie też się jej udało. Jest po prostu świetnie.
Piekło na ziemi
Simmons w komiksach w pewnym momencie zmienił się w filozofującego gościa, który nijak ma się do pierwszego udręczonego wcielenia. Jest to spowodowane tym, że jego historia jakoś musiała się rozwijać i niestety to „jakoś” stało się strasznie nijakie. Na szczęście twórcy animacji postanowili z jednej strony zachować ducha oryginału, a z drugiej wprowadzili do historii Ala kilka zmian w stosunku do tego, co przyjął na siebie papier. Nie jest to serial bez skazy, ale na pewno najbliżej mu do tego, czego oczekuję od prób przenoszenia komiksowych opowieści na mały czy wielki ekran.
Tak pięknie sportretowanego piekła na ziemi prawdopodobnie nie zobaczycie w wielu innych miejscach. Pedofile, wariaci, mordercy, demony, to tylko część wesołej czeredki, która pojawia się na ekranie. Obraz onanizującego się klauna na długo zapadnie Wam w pamięci. I taki właśnie jest cały serial. Niepokojący. Co ciekawe McFarlane w tym roku zapowiedział, że powinniśmy czekać na kolejną animację ze Spawnem. To bardzo dobra informacja, z którą Was zostawiam. Dorzucę do tego pierwsze trzy odcinki serialu. W prezencie, abyście nie mogli pójść grzecznie spać. Tak jak ja.