Bill Everett – artysta pomijany
Bill Everett stworzył pierwszego superbohatera ze stajni Marvel Comics. Jest ojcem Daredevila i człowiekiem, o którym zdecydowanie za rzadko się mówi.
Świat komiksów, to nie tylko Stan Lee, Bob Kane, Frank Miller czy Todd McFarlane. To również wiele osób, które miały spory wpływ na rozwój medium, ale z różnych przyczyn wspominane są rzadko. Powody są różne. Czasami ktoś był po prostu jednym z wielu, którzy pracowali przy jakiejś postaci, czasami jak Bill Finger godził się na to, aby pod jego dziełami podpisywał się ktoś inny. Nie zabiegali o uznanie i sławę. Tak jak Bill Everett, o którym wspominałem przy okazji tekstu o Daredevilu.
Od niego się zaczęło
Bill Everett miał tworzenie w genach. Jednym z jego przodków był William Blake. Tak, ten William Blake, który poetą i kapitalnym malarzem. O tym, jak bardzo miał wybujałą wyobraźnię niech świadczy fakt, że miał w zwyczaju rozpowiadać stworzone przez siebie historie na swój temat. Mówił na przykład, że ukończył inne liceum niż w rzeczywistości czy o tym, że między 15 a 17 rokiem życia był członkiem załogi statków transportowych. Zmyślał, ale nigdy nie robił tego w złej wierze. Po prostu lubił tworzyć historie. Jego rodzice o tym wiedzieli i nie stali na drodze syna, który nie wiedział może jeszcze co konkretnie będzie robić, ale na pewno będzie to miało coś wspólnego z pracą kreatywną. Szczególnie wspierał go w tych staraniach ojciec, który miał wobec syna pewne plany. Everett przyznał w jednym z wywiadów, że:
Zawsze chciał, abym był rysownikiem. Niestety zmarł nim mógł zobaczyć, jak jego marzenie się spełnia, ale to ono było podstawą wszystkiego, co stało się później.
Ilustracja: Namor był pierwszym mutantem w komiksach
Bill zaczynał od pracy w jednej z bostońskich gazet jako członek zespołu reklamowego. Wiedział, jednak że na tym się nie skończy. Na początku swojej zawodowej drogie pracował w Phoenix, Los Angeles, Nowym Jorku czy Chicago. W każdym z tych miast na początku nie zagrzał zbyt długo miejsca. Z pracy w Chicago wyleciał, bo dał o sobie znać charakter Everetta, który był zbyt pewny siebie i czasami zwyczajnie bezczelny. Na „właściwą drogę” skierował go stary znajomy, Walter Holze, który wciągnął go do coraz lepiej radzącej sobie branży komiksowej. W tym miejscu należy zaznaczyć, że Bill nie chciał w niej pracować. To znaczy wiedział, że ma to jakiś sens, ale nie był to szczyt jego marzeń. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że był zdesperowany w temacie znalezienia pracy, więc zgodził się na propozycję Holze'a. Choć nie był do niej przekonany – traktował posadę jako coś na przeczekanie gorszych czasów – to szybko okazało się, że ma wszelkie predyspozycje do tego, aby odcisnąć na branży swoje piętno.
Pierwszym bohaterem, przy którym pracował był Amazing-Man dla Centaur Publications, ale to przejście do nowej firmy, Funnies, Inc, zaowocowało bohaterem, który ostatecznie stał się pierwszym superbohaterem w szeregach Marvela – firma oczywiście w pierwszej połowie XX wieku tak się jeszcze nie nazywała. Tym bohaterem był Namor the Sub-Mariner, którego Everett stworzył na potrzeby skasowanego projektu komiksu jaki miał być rozdawany w celach promocyjnych. Skoro projekt został skasowany Everett uznał, że może Namora wykorzystać w innym miejscu. Zaproponował go wydawcy Martinowi Goodmanowi, którzy założył Timely Comics, a ta firma później przekształciła się w Marvel Comics. Jak narodził się Namor?
Na początku był pomysł człowieka, który potrafi zmienić się w ogień. Carl Burgos nazwał go Człowiekiem Pochodnią [to on pojawia się na okładce pierwszego numeru „Marvel Comics”]. Później rozpoczęła się dyskusja na temat tego, co jest jego przeciwieństwem, a była nim naturalnie woda. Co możemy zrobić z bohaterem i wodą. Wtedy przywołałem fragment rymowanki „Ancient Mariner” Samuela Taylora Colerdige'a [nie tłumaczę jej, bo kiepsko tłumaczę angielskie rymy]: The sun came up upon he left, Out of the sea came he! And he shone bright, and on the right Went down into the sea.” Nazwałem go Sub-Mariner po wierszu oraz Namor, czyli po prostu Roman czytane od tyłu. – Bill Everett w „The Steranko History of Comics”.
Namor może nie jest najpopularniejszym bohaterem Marvela, ale miał swój wkład w rozwój wydawnictwa. Pomijając oczywiście fakt, że dwa lata później DC Comics stworzyło na jego podstawie Aquamana. Wspomniane przeciwieństwo było bardzo ważne jeszcze z innego powodu. Podczas tworzenia Namora istotny wpływ na wygląd postaci miał fakt, że Namor miał przewyższać Supermana, miał być jego przeciwieństwem:
Chodziło mi o to, aby było inaczej. Próbowaliśmy przewyższyć Supermana, ale poniewać on pochodził z innej planety, a mój bohater nie, musiałem wymyślić jakiś powód, dla którego on w ogóle posiada takie umiejętności jakie ma. Nie chciałem dać mu skrzydeł, aby wyglądał jak anioł, dlatego umieściliśmy je na stopach inspirując się Merkurym. To dało mu szybkość i umiejętność latania. – Bill Everett w „Fire & Water: Bill Everett, the Sub-Mariner, and the Birth of Marvel Comics” Blake Bell.
Ilustracja: Jego najsłynniejsze dziecko
Człowiek, który nie zna strachu
Jacy byli twórcy komiksów ze złotego okresu? Żyli swoją pracą. Everett większość swoich obowiązków zawodowych załatwiał w domu. Tam miał swoje biuro. Jego córka, Wendy, tak wspomina swojego ojca:
Tworzyli nowych bohaterów. Świetnie byłoby porozmawiać z tatą o postaciach. Bardzo dobrze pamiętam Daredevila. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o tym, co mogłoby mu się stać. Jaka tragedia powinna go spotkać i kim ma być. Czy powinien być lekarzem czy nie – jak dobrze pamiętam stanęło na prawniku. Czy ma być niewidomy, czy nie. Zawsze miała problemy ze wzrokiem i dzięki temu świetnie rozwinął się u mnie słuch. Gdy ktoś przechodził korytarzem wiedziałam, kto to jest. Wzięliśmy ten fakt i go wykorzystaliśmy. Nie było granic między pracą i życiem osobistym. To co się działo było włączane do pracy. Cały czas.
Jej ojciec stworzył Daredevila w 1964 roku i to Matt Murdock jest jego największą spuścizną. Oprócz niego stworzył (samodzielnie lub jako członek zespołu kreatywnego) takich bohaterów jak:
Ilustracja: Oto Namorita
- Fin
- Missing Link
- Moondragon
- Namorita
- Foggy Nelson
- Owl
- Karen Page
- Tamara Rahn
- Stingray
- Umar
Dlaczego jego praca zdobyła uznanie nie tylko jego współpracowników, ale i fanów komiksów? Everett nie zamykał się tylko w ramach komiksów superbohaterskich. W latach 50. XX wieku sporo pracował przy historiach z gatunku horroru czy romansu, co miało wpływ na jego późniejsze prace. Skąd w tym wszystkim wziął się horror? Choć rola superbohaterów powoli się zwiększała, to wydawnictwa ścierały się nie tylko na tym polu. Spora grupa odbiorców nie szukała opowieści o dzielnych herosach ratujących świat. Wolała coś z odrobiną innych emocji. Coś wywołującego przyjemny dreszczyk podniecenia i strachu. Próbą walki Timely Comics o takiego czytelnika był magazyn „Menace”, przy którym pracowali najlepsi rysownicy i scenarzyści z Timely. Jednym z nich był bohater tego tekstu, który dał się poznać, jako zdolny twórca właśnie w klimatach grozy. Udowadniał to nie tylko przy okazji „Menace”, ale i późniejszych „Men’s Adventures” i „Journey Into Mystery”.
Ilustracja: Okładka pisma „Menace”
Talent Everetta objawiał się w tym, że miał swój unikalny styl. Owszem można powiedzieć, że każdy jest unikalny, ale prawda jest w tym wypadku taka, że patrząc na jego prace z miejsca wiemy, że to właśnie Everett nad nimi pracował tak, jak patrzycie na komiksy, przy których swoją robotę wykonał Steve Ditko. Charakter Daredevila, którego postępowanie często nie jest jednoznaczne, wynika z tego, że jego twórca miał słabość do nadawania swoim postaciom sznytu antybohatera. Pierwszym był wspominany tu Namor, a drugim Matt Murdock – choć w znacznie mniejszym stopniu.To Everett wprowadził do świata komiksu dodatkowy wymiar. Jego postacie nie były krystalicznymi herosami, którzy uśmiechają się w przerwach w zwalczaniu występku prezentując piękne białe zęby. Dodatkowo wykonywane przez niego grafiki zdają się żyć własnym życiem. Szczególnie chodzi tu o otoczenie bohaterów. Woda zdaje się płynąć, wiatr rozwiewać liście. Potrafił uchwycić jakiś wyjątkowy moment. Pokazać coś zwykłego inaczej niż robili to jego koledzy po fachu. Jest w jego rysunkach więcej refleksji. Może to przez fakt, że przy okazji były mroczniejsze i bardziej ponure. Choć jednocześnie oferowały pewien rodzaj spokoju.
Zwykły facet
Everett nie lubił przyznawać się do swoich porażek. Bo kto lubi? Ciężko mu było mówić o tym, że wiele razy tracił pracę – odpowiednio ubarwiał te historie. Nie pomagał mu alkoholizm, który ciągnął się za nim od 12 roku życia (!). Ostatecznie udało mu się wygrać z nałogiem i pomóc całej rzeszy ludzi z podobnym problemem. Uczestniczył w powstaniu Marvel Comics i nie można go pomijać jako osobę, której to wydawnictwo sporo zawdzięcza. Nie był typem gwiazdora, kogoś, kto potrzebuje wygrzewania się w blasku lamp. Po prostu robił swoje…