Przejdź do treści

Z archiwum Lektury Obowiązkowej Tekst z 2015 roku. Dziś napisałbym go inaczej. Może.

Poprawiłem tylko literówki

Bill Everett – artysta pomijany

Bill Everett stworzył pierwszego superbohatera ze stajni Marvel Comics. Jest ojcem Daredevila i człowiekiem, o którym zdecydowanie za rzadko się mówi.

Marcin Tomaszewski · · 6 min

Świat komiksów, to nie tylko Stan Lee, Bob Kane, Frank Miller czy Todd McFarlane. To również wiele osób, które miały spory wpływ na rozwój medium, ale z różnych przyczyn wspominane są rzadko. Powody są różne. Czasami ktoś był po prostu jednym z wielu, którzy pracowali przy jakiejś postaci, czasami jak Bill Finger godził się na to, aby pod jego dziełami podpisywał się ktoś inny. Nie zabiegali o uznanie i sławę. Tak jak Bill Everett, o którym wspominałem przy okazji tekstu o Daredevilu.

Od niego się zaczęło

Bill Everett miał tworzenie w genach. Jednym z jego przodków był William Blake. Tak, ten William Blake, który poetą i kapitalnym malarzem. O tym, jak bardzo miał wybujałą wyobraźnię niech świadczy fakt, że miał w zwyczaju rozpowiadać stworzone przez siebie historie na swój temat. Mówił na przykład, że ukończył inne liceum niż w rzeczywistości czy o tym, że między 15 a 17 rokiem życia był członkiem załogi statków transportowych. Zmyślał, ale nigdy nie robił tego w złej wierze. Po prostu lubił tworzyć historie. Jego rodzice o tym wiedzieli i nie stali na drodze syna, który nie wiedział może jeszcze co konkretnie będzie robić, ale na pewno będzie to miało coś wspólnego z pracą kreatywną. Szczególnie wspierał go w tych staraniach ojciec, który miał wobec syna pewne plany. Everett przyznał w jednym z wywiadów, że:

Zawsze chciał, abym był rysownikiem. Niestety zmarł nim mógł zobaczyć, jak jego marzenie się spełnia, ale to ono było podstawą wszystkiego, co stało się później.

Ilustracja: Namor był pierwszym mutantem w komiksach

Bill zaczynał od pracy w jednej z bostońskich gazet jako członek zespołu reklamowego. Wiedział, jednak że na tym się nie skończy. Na początku swojej zawodowej drogie pracował w Phoenix, Los Angeles, Nowym Jorku czy Chicago. W każdym z tych miast na początku nie zagrzał zbyt długo miejsca. Z pracy w Chicago wyleciał, bo dał o sobie znać charakter Everetta, który był zbyt pewny siebie i czasami zwyczajnie bezczelny. Na „właściwą drogę” skierował go stary znajomy, Walter Holze, który wciągnął go do coraz lepiej radzącej sobie branży komiksowej. W tym miejscu należy zaznaczyć, że Bill nie chciał w niej pracować. To znaczy wiedział, że ma to jakiś sens, ale nie był to szczyt jego marzeń. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że był zdesperowany w temacie znalezienia pracy, więc zgodził się na propozycję Holze'a. Choć nie był do niej przekonany – traktował posadę jako coś na przeczekanie gorszych czasów – to szybko okazało się, że ma wszelkie predyspozycje do tego, aby odcisnąć na branży swoje piętno.

Pierwszym bohaterem, przy którym pracował był Amazing-Man dla Centaur Publications, ale to przejście do nowej firmy, Funnies, Inc, zaowocowało bohaterem, który ostatecznie stał się pierwszym superbohaterem w szeregach Marvela – firma oczywiście w pierwszej połowie XX wieku tak się jeszcze nie nazywała. Tym bohaterem był Namor the Sub-Mariner, którego Everett stworzył na potrzeby skasowanego projektu komiksu jaki miał być rozdawany w celach promocyjnych. Skoro projekt został skasowany Everett uznał, że może Namora wykorzystać w innym miejscu. Zaproponował go wydawcy Martinowi Goodmanowi, którzy założył Timely Comics, a ta firma później przekształciła się w Marvel Comics. Jak narodził się Namor?

Na początku był pomysł człowieka, który potrafi zmienić się w ogień. Carl Burgos nazwał go Człowiekiem Pochodnią [to on pojawia się na okładce pierwszego numeru „Marvel Comics”]. Później rozpoczęła się dyskusja na temat tego, co jest jego przeciwieństwem, a była nim naturalnie woda. Co możemy zrobić z bohaterem i wodą. Wtedy przywołałem fragment rymowanki „Ancient Mariner” Samuela Taylora Colerdige'a [nie tłumaczę jej, bo kiepsko tłumaczę angielskie rymy]: The sun came up upon he left, Out of the sea came he! And he shone bright, and on the right Went down into the sea.” Nazwałem go Sub-Mariner po wierszu oraz Namor, czyli po prostu Roman czytane od tyłu. – Bill Everett w „The Steranko History of Comics”.

Namor może nie jest najpopularniejszym bohaterem Marvela, ale miał swój wkład w rozwój wydawnictwa. Pomijając oczywiście fakt, że dwa lata później DC Comics stworzyło na jego podstawie Aquamana. Wspomniane przeciwieństwo było bardzo ważne jeszcze z innego powodu. Podczas tworzenia Namora istotny wpływ na wygląd postaci miał fakt, że Namor miał przewyższać Supermana, miał być jego przeciwieństwem:

Chodziło mi o to, aby było inaczej. Próbowaliśmy przewyższyć Supermana, ale poniewać on pochodził z innej planety, a mój bohater nie, musiałem wymyślić jakiś powód, dla którego on w ogóle posiada takie umiejętności jakie ma. Nie chciałem dać mu skrzydeł, aby wyglądał jak anioł, dlatego umieściliśmy je na stopach inspirując się Merkurym. To dało mu szybkość i umiejętność latania. – Bill Everett w „Fire & Water: Bill Everett, the Sub-Mariner, and the Birth of Marvel Comics” Blake Bell.

Ilustracja: Jego najsłynniejsze dziecko

Człowiek, który nie zna strachu

Jacy byli twórcy komiksów ze złotego okresu? Żyli swoją pracą. Everett większość swoich obowiązków zawodowych załatwiał w domu. Tam miał swoje biuro. Jego córka, Wendy, tak wspomina swojego ojca:

Tworzyli nowych bohaterów. Świetnie byłoby porozmawiać z tatą o postaciach. Bardzo dobrze pamiętam Daredevila. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o tym, co mogłoby mu się stać. Jaka tragedia powinna go spotkać i kim ma być. Czy powinien być lekarzem czy nie – jak dobrze pamiętam stanęło na prawniku. Czy ma być niewidomy, czy nie. Zawsze miała problemy ze wzrokiem i dzięki temu świetnie rozwinął się u mnie słuch. Gdy ktoś przechodził korytarzem wiedziałam, kto to jest. Wzięliśmy ten fakt i go wykorzystaliśmy. Nie było granic między pracą i życiem osobistym. To co się działo było włączane do pracy. Cały czas.

Jej ojciec stworzył Daredevila w 1964 roku i to Matt Murdock jest jego największą spuścizną. Oprócz niego stworzył (samodzielnie lub jako członek zespołu kreatywnego) takich bohaterów jak:

Ilustracja: Oto Namorita

  • Fin
  • Missing Link
  • Moondragon
  • Namorita
  • Foggy Nelson
  • Owl
  • Karen Page
  • Tamara Rahn
  • Stingray
  • Umar

Dlaczego jego praca zdobyła uznanie nie tylko jego współpracowników, ale i fanów komiksów? Everett nie zamykał się tylko w ramach komiksów superbohaterskich. W latach 50. XX wieku sporo pracował przy historiach z gatunku horroru czy romansu, co miało wpływ na jego późniejsze prace. Skąd w tym wszystkim wziął się horror? Choć rola superbohaterów powoli się zwiększała, to wydawnictwa ścierały się nie tylko na tym polu. Spora grupa odbiorców nie szukała opowieści o dzielnych herosach ratujących świat. Wolała coś z odrobiną innych emocji. Coś wywołującego przyjemny dreszczyk podniecenia i strachu. Próbą walki Timely Comics o takiego czytelnika był magazyn „Menace”, przy którym pracowali najlepsi rysownicy i scenarzyści z Timely. Jednym z nich był bohater tego tekstu, który dał się poznać, jako zdolny twórca właśnie w klimatach grozy. Udowadniał to nie tylko przy okazji „Menace”, ale i późniejszych „Men’s Adventures” i „Journey Into Mystery”.

Ilustracja: Okładka pisma „Menace”

Talent Everetta objawiał się w tym, że miał swój unikalny styl. Owszem można powiedzieć, że każdy jest unikalny, ale prawda jest w tym wypadku taka, że patrząc na jego prace z miejsca wiemy, że to właśnie Everett nad nimi pracował tak, jak patrzycie na komiksy, przy których swoją robotę wykonał Steve Ditko. Charakter Daredevila, którego postępowanie często nie jest jednoznaczne, wynika z tego, że jego twórca miał słabość do nadawania swoim postaciom sznytu antybohatera. Pierwszym był wspominany tu Namor, a drugim Matt Murdock – choć w znacznie mniejszym stopniu.To Everett wprowadził do świata komiksu dodatkowy wymiar. Jego postacie nie były krystalicznymi herosami, którzy uśmiechają się w przerwach w zwalczaniu występku prezentując piękne białe zęby. Dodatkowo wykonywane przez niego grafiki zdają się żyć własnym życiem. Szczególnie chodzi tu o otoczenie bohaterów. Woda zdaje się płynąć, wiatr rozwiewać liście. Potrafił uchwycić jakiś wyjątkowy moment. Pokazać coś zwykłego inaczej niż robili to jego koledzy po fachu. Jest w jego rysunkach więcej refleksji. Może to przez fakt, że przy okazji były mroczniejsze i bardziej ponure. Choć jednocześnie oferowały pewien rodzaj spokoju.

Zwykły facet

Everett nie lubił przyznawać się do swoich porażek. Bo kto lubi? Ciężko mu było mówić o tym, że wiele razy tracił pracę – odpowiednio ubarwiał te historie. Nie pomagał mu alkoholizm, który ciągnął się za nim od 12 roku życia (!). Ostatecznie udało mu się wygrać z nałogiem i pomóc całej rzeszy ludzi z podobnym problemem. Uczestniczył w powstaniu Marvel Comics i nie można go pomijać jako osobę, której to wydawnictwo sporo zawdzięcza. Nie był typem gwiazdora, kogoś, kto potrzebuje wygrzewania się w blasku lamp. Po prostu robił swoje…

Powiązane

Co o tym myślisz?

Więcej do czytania