20 słynnych bohaterów książek, dla których inspiracją byli prawdziwi ludzie
Słynni bohaterowie książek często powstają na bazie prawdziwych ludzi. Zebrałem 20 przykładów ikon literatury, które mają swój odpowiednik w rzeczywistości.
Podobno za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta. Nie wiem po co za nim stoi, trochę to nawet jest straszne, ale tak mówi przysłowie. W literaturze jest podobnie z tą różnicą, że nie za mężczyzną, a za bohaterem książki i nie tylko kobieta. I nie stoi, a inspiruje. Bo nie wiem, czy wiecie, ale wiele bardzo dobrych pomysłów nie pojawia się z nicości, z jakiejś czarnej dziury, która powoli sama z siebie wypełnia się pomysłami. Najlepsze koncepty rodzą się z obserwacji rzeczywistości. Skoro ludzie, którzy nas otaczają są częścią tej rzeczywistości, to dlaczego nie unieśmiertelnić ich jako bohaterów książki? Sporo pisarzy tak właśnie robiło, choć nie zawsze o takie unieśmiertelnienie chodziło obiektom, które unieśmiertelniano.
Rzeczywistość jest ciekawsza niż fikcja
Jacy bohaterowie zapadają Wam w pamięć najbardziej? Zapewne skomplikowane persony, które kryją w sobie tajemnice. Wyjątkowi seryjni mordercy, wielcy kochankowie, małomówni mściciele, zapatrzeni w siebie narcyzi czy królowie realizujący diaboliczny plan swoich psychicznie chorych małżonek. Często wszystkie te postacie nie są wymysłem wyobraźni pisarza. Wręcz przeciwnie. Ich źródło stanowią ludzie, którzy przechadzali się wśród nas. Przykłady? Czekałem aż zapytacie.
Kojarzycie Severusa Snape'a? Jeden z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów Harry'ego Pottera, który nauczał w Hogwarcie i specjalizował się w magicznych miksturach miał swojego odpowiednika w rzeczywistości. J.K. Rowling w wywiadach przyznawała, że Snape był zainspirowany przez jej nauczyciela chemii ze szkoły średniej. Nauczyciel nazywał się John Netteship i gdy dowiedział się, że on to Snape, a Snape to on powiedział tyle:
Byłem przerażony jak się dowiedziałem. Wiem, że byłem wymagającym nauczycielem, ale nie sądziłem, że byłem aż tak straszny.
Netteship wykładał na uniwersytecie w Leeds i ostatecznie nie miał nic przeciwko temu, że stał się inspiracją dla bohatera, który nie był osobą, która często się uśmiecha i służy pomocą oraz zrozumieniem dla swoich uczniów. Przyjemniaczkiem nie był też Jame „Buffalo Bill” Gumb, który w ekranizacji „Milczenia Owiec” na podstawie książki Thomasa Harrisa robił tak:

Gumba zainspirował jeden z najsłynniejszych seryjnych morderców w historii USA. Ed Gein, który zmarł w 1984 roku – w tym samym roku przyszedłem na świat, przypadek? – zasłynął tym, że kolekcjonował pozostałości osób, które zabił. Na jego farmie znaleziono m.in.:
- cztery czaszki wieńczące słupki łóżka;
- abażury lamp i obicie jednego z foteli wykonane z ludzkiej skóry;
- miski wykonane z ludzkich czaszek;
- ludzkie serce;
- maski wykonane ze skóry zdartej z twarzy martwych kobiet, zdobiące ściany sypialni;
- pas z ludzkich sutków;
- kompletny strój z ludzkiej skóry;
- pudełko wypełnione spreparowanymi kobiecymi genitaliami;
Prawda, że przyjemnie? Wpływ Geina na popkulturę był całkiem spory, bo oprócz postaci Buffalo Billa zainspirował powstanie bohaterów takich filmów jak: „Teksańska masakra piłą mechaniczną” Tobe'a Hoopera i „Psychoza” Alfreda Hitchcocka. Gein zmarł w szpitalu psychiatrycznym.
Ilustracja: Tintin w rzeczywistości/Fot. Domena publiczna
Zostawmy na razie psychopatów i zajmijmy się kimś przyjemniejszym. Wprawdzie „Tintin” powinien pojawić się przy okazji tekstu o komiksach, ale uznałem, że przykład inspiracji jaka stoi za jedną z najsłynniejszych postaci w historii medium zasługuje na odpowiednią wzmiankę. Blond podróżnik ze swoim charakterystycznym czubem zadebiutował w Belgii w 1929 roku. Tak się jakoś „dziwnie złożyło”, że rok wcześniej świat mówił o innym młodym podróżniku. Sensacją okazał się 15-latek Palle Huld z Danii, który chciał opłynąć świat w 44 dni. Wszystko w ramach konkursu, który zorganizowała jedna z duńskich gazet. Chłopak stwierdził, że taka wyprawa nie jest mu straszna i ruszył w świat. Pisały o nim gazety w całej Europie, a gdy w końcu wrócił do kraju witano go jak bohatera. W końcu nie zawsze zdarza się, aby 15-latek z własnej woli, sam, opłynął świat. Huld dożył 98 lat, zmarł w 2010 roku. Jednak kolejny bohater to już wyższa szkoła jazdy, przy której Tintin to małe miki. Victor Hugo wielkim pisarzem był. I podobnie jak wielu innych wielkich pisarzy tworząc swoje największe dzieło postanowił inspirować się prawdziwymi ludźmi. W przypadku „Nędzników” sytuacja jest o tyle ciekawa, że Eugene Francois Vidocq zainspirował nie jedną, a dwie postacie, które pojawiają się w książce. Jakby tego było mało mówimy tutaj o dwóch najważniejszych bohaterach dramatu, czyli Jeanie Valjeanie i Inspektorze Javertcie. Vidocq był niezwykle intrygującą personą. Kiedy był młody skończył w więzieniu, z którego udało mu się uciec, więc był zmuszony ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości. Wprawdzie nie były to czasy międzynarodowych listów gończych i totalnej inwigilacji, ale i tak nie mógł czuć się bezpiecznie. Przez to Vidocq ukrywając się udawał inne osoby. Prowadził interesy, zmieniał miejsce zamieszkania, ale nigdzie nie czuł się bezpiecznie. Ostatecznie udało mu się dojść do porozumienia z władzami. I było to porozumienie nie byle jakie, bo przez lata ucieczek i kiwania wymiaru sprawiedliwości doszedł do takiej wprawy, że władze zaproponowały mu dać spokój pod warunkiem, że wykorzysta swoje doświadczenie w ramach łapania przestępców. W ten sposób ze zwierzyny stał się łowcą. Co łączy go z postaciami „Nędzników”? Na przykład scena, w której Valjean ratuje życie marynarza wydostając go spod wozu wydarzyła się naprawdę i to właśnie Vidocq był osobą, która takiego heroicznego czynu dokonała. Z Javertem łączy go choćby fakt, że bohater książki Hugo był zreformowanym przestępcą no i lubił się przebierać.
Ilustracja: Spójrzcie na podpis zdjęcia/Fot. Domena publiczna
Na początku tekstu wspominałem o narcyzach. Jednym z najsłynniejszych w literaturze jest Dorian Gray. Postać stworzona przez Oscara Wilde'a też nie wzięła się z powietrza. Jednym ze znajomych pisarza był jego kolega po fachu, John Gray. Według historyków literatury to właśnie John Gray był bezpośrednią inspiracją dla Doriana, który sprzedał swoją duszę za wieczną młodość. Przyznacie, że nie bardzo można być dumnym z tego, że zainspirowało się powstanie bohatera kojarzącego się moralnym rozkładem. Z tego powodu John wypierał się, że to właśnie on jest pierwowzorem. Ich znajomość nie sprowadzała się tylko na piciu piwa i dyskusjach o kobietach, bogu i polityce. Oscar Wilde był biseksualistą i jak sam przyznawał miał wielu kochanków. Jednym z nich miał być John Gray, więc teraz możemy sobie wyobrazić, jak bardzo musiał zaleźć za skórę Oscarowi, że ten postanowił uczynić go bohaterem swojej skandalizującej powieści.
Pewnie niektórych zaskoczę, ale bohater, za którego na balach przebierańców przebranych była połowa chłopców z mojego rocznika, pierwszy raz pojawił się w książkach. Zorro choć zyskał popularność za sprawą świetnego serialu z lat 50. XX wieku został wykreowany przez pisarza Johnstona McCulley'a, który z kolei zamaskowanego mściciela wymyślił na podstawie banity Joaquína Murriety. Murrieta nazywany był Robin Hoodem z El Dorado i ostatecznie nie wiemy, co na jego temat jest prawdą, a co fikcją. Prawdą na pewno jest fakt, że Murrieta żył w pierwszej połowie XIX wieku. Przez jednych uważany jest za meksykańskiego patriotę, a inni widzieli w nim zwykłego przestępcę. Amerykańska historyk, Susan Lee Johnson, podsumowała opowieści o nim tak:
Wokół Murriety narosło tyle opowieści, że trudno oddzielić prawdę od fikcji. Istnieje zgoda, co do tego, że pracował w kopalni należącej do Anglików, że jego żona została zgwałcona, przyrodni brat zlinczowany, a sam Murrieta wybatożony. Co się działo z nim później zależy od wersji, którą przyjmiemy. Mógł być albo handlarzem koni i od czasu do czasu koniokradem, albo bandytą.
Bez względu na to, kim naprawdę był przeszedł do historii. Podobnie jak Forest Yeo-Thomas, którego poznał twórca Jamesa Bonda, Ian Fleming. Pisarz nie był typem flegmatycznego Brytyjczyka. Raczej wyznawał zasadę, według której należy się bawić, czyli tak jak pisałem w tekście o nim liczyły się „dziwki, koks, tajski boks”, ewentualnie „koks, dziwki, lasery i pleśniowe sery” albo „dziwki, wino, al paczino”. Wybierajcie. Fleming był królem życia i jego usposobienie było częściowo inspiracją dla Jamesa Bonda, jednak nie byłoby słynnego agenta, gdyby nie Yeo-Thomas. Forest był agentem w trakcie II wojny światowej i jak mówił o nim sam Fleming była to osoba będąca połączeniem wszystkich typów agentów i komandosów jakich pisarz spotkał w trakcie wojny.
Ilustracja: Moi drodzy, oto miś/Fot. Marcus Adams, Wikipedia
Osobą z własnego otoczenia posłużył się też sir Arthur Conan Doyle, gdy wymyślał Sherlocka Holmesa. „Prawdziwy Holmes” nie był jednak detektywem, a utalentowanym chirurgiem, który zwrócił uwagę Doyle'a swoim analitycznym umysłem i niezwykłym darem obserwacji oraz pierwszorzędnym łączeniem faktów. Doktor Joseph Bell uważany był za świetnego diagnostę, który bezbłędnie potrafił odnaleźć przyczyny schorzeń, na które cierpieli jego pacjenci. Umiejętność ta musiała być wyjątkowa skoro zrobiła na Doyle'u takie wrażenie, że ten uczynił z Bella inspirację dla jednej z ikon popkultury. Tak jak ikoną stał się Kubuś Puchatek. Wbrew temu, co możecie pomyśleć ten uwielbiający miodek miś o małym rozumku nie został zainspirowany przez misia, a przez syna A.A. Milne'a. Tym synem był Christopher Robin Milne, który podobnie jak ojciec był pisarzem. Na szczęście Milne tworząc Puchatka nie bazował na negatywnych cechach syna. Christopher Robin był wesołym i bardzo szczodrym dzieckiem, który na przykład często zakładał skarpety nie od pary i kochał zabawę. Tak już miał. Skoro już jesteśmy przy bohaterach książek dla dzieci, to nie sposób nie wspomnieć o Alicji, tej, która wybrała się do Krainy Czarów. Jej twórca Lewis Carroll nie miał wprawdzie córki o imieniu Alicja, ale miał ją jego przyjacielm Henry Liddell. Alicja była ciekawską dziewczynką, która uwielbiała opowieści i to właśnie od takiej opowieści, którą miał wymyślić Carroll wziął się koncept stworzenia historii, w której główną rolę gra mała Alicja.
Teraz dla odmiany będzie krócej
Myślicie, że to wszystkie przykłady? Mylicie się, bo podobnych bohaterów było więcej. Wystarczy wymienić:
- Gustave von Ashcenbach – bohater „Śmierci w Wenecji” Thomasa Manna stworzony został w oparciu o osobę kompozytora Gustava Mahlera.
- Wuj Tom – tytułowy Wuj Tom z powieści Harriet Beecher Stowe „Chata Wuja Toma” to nikt inny jak Josiah Henson, kaznodzieja, który uciekł z plantacji na południu.
- Shylock – jeden z moich ulubionych dramatów Williama Szekspira i tym samym tytułowy „Kupiec Wenecki” też opiera się o prawdziwą postać. Inspiracją miał być lekarz Roderigo Lopez, który został powieszony za spisek, który miał doprowadzić do śmierci jednego z jego pacjentów. Nieszczęśnik był winny Roderigo pokaźną sumę pieniędzy.
- Buck Mulligan – bohater „Ulyssesa”, czyli książki, której nigdy nie udało mi się przeczytać, podobnie jak Sherlock Holmes powstał „na bazie” prawdziwego chirurga. Był nim Oliver St. John Gogarty.
- Kapitan Ahab – owładnięty obsesją na punkcie pewnego wieloryba kapitan istniał naprawdę. Owen Chase był pierwszy oficerem na statku, który został zatopiony przez wielkiego kaszalota. Spędził dziewięćdziesiąt jeden dni dryfując w małej łódce, aby przetrwać Owen zjadł zwłoki jednego z jego martwych towarzyszy. Na jego historii częściowo bazuje nowy film Rona Howarda:
- Jay Gatsby – F. Scott Fitzgerald tworząc „Wielkiego Gatsby'ego” posłużył się po pierwsze swoją osobą, a po drugie przemytnikiem z Long Island, Maxem Gerlachem.
- Dracula – król wszystkich wampirów, to Vlad Palownik. Sympatyczny władca z dziwnym hobby w postaci wbijania ludzi na pal i obdzierania ich ze skóry.
- Clifford Chatterley – mąż Lady Chatterley w rzeczywistości był wytwórcą tkanin, Williamem Arkwrightem. William pod koniec 1870 roku miał wypadek w trakcie jazdy na koniu. W jego wyniku stał się impotentem.
- Robinson Crusoe – jak czytaliście powieść Daniela Defoe, to pewnie wiecie, że Robinson to naprawdę Alexander Selkirk, który został zmuszony do opuszczenia statku, na którym był zatrudniony. W małej łódce dopłynął na opuszczoną wyspę w okolicach wybrzeży południowej Afryki. Spędził na niej ponad cztery lata.
- Ebenezer Scrooge – 12 najbogatsza fikcyjna postać według magazynu Forbes oparta była o kilka osób, ale najważniejszym wzorcem był ekscentryk i straszna sknera, John Elwes. Polityk nie zawsze taki był, ale na stare lata zasłynął tym, że oszczędzał na wszystkim.
Cóż mogę więcej dodać oprócz tego, że nie wyczerpałem tematu, bo przykłady można mnożyć do czego zachęcam Was w komentarzach.
Sprawdź: